W 1942 roku wydarzyło się coś, co wydawało się niemal niemożliwe. Dziesiątki tysięcy Polaków opuściło Związek Radziecki. Byli wycieńczeni. Wielu było dziećmi. Trafili do Iranu, który stał się dla nich schronieniem. Szacuje się, że przez Iran przeszło ponad 115 000 polskich uchodźców. W Teheranie, Isfahanie i Ahwaz powstały obozy i osiedla. Nie wszyscy przeżyli. Ci, którzy zmarli, zostali pochowani daleko od domu.
Dziś jednym z najważniejszych śladów tej historii jest polski cmentarz w Teheranie.
To właśnie tam trafił Akbar Shahbazi. Jest kurdyjskim fotografem i opowiadaczem historii. Mieszka w Teheranie. Jego prace koncentrują się na pamięci i tożsamości. Gdy po raz pierwszy zobaczył to miejsce, wiedział, że musi wrócić z aparatem.

Co sprawiło, że zatrzymałeś się przy polskim cmentarzu w Teheranie? Dlaczego ta historia?
Akbar: To, co przyciągnęło mnie do polskiego cmentarza, to nie tylko jego znaczenie historyczne, ale ciche napięcie między pamięcią a niewidzialnością. Teheran jest miastem nasyconym ruchem i pośpiechem, a jednak istnieje w nim przestrzeń, która opowiada o przesiedleniu, przetrwaniu i zapomnianych ludzkich losach. Jako kurdyjski opowiadacz historii mieszkający w Teheranie, kwestie tożsamości, wygnania i przynależności są dla mnie codzienną rzeczywistością.
Podszedłem do cmentarza nie jako do tematu estetycznego, lecz jako do miejsca dociekania. Kim byli ci ludzie? Jak ich losy przecięły się z Iranem? Dlaczego tak ważna historia pozostaje w dużej mierze poza świadomością publiczną? Cmentarz nie jest tylko miejscem pochówku; to ciche archiwum wspólnej historii dwóch odległych geografii.

Kiedy po raz pierwszy poznałeś tę historię, co najbardziej Cię zaskoczyło?
Akbar: Najbardziej zaskoczyła mnie skala tej historii i jej emocjonalny ciężar — zwłaszcza w kontraście do tego, jak rzadko się o niej mówi. Przybycie dziesiątek tysięcy cywilów, wielu z nich dzieci, podważa konwencjonalne rozumienie geografii II wojny światowej. Równie uderzający był wymiar ludzki: Iran, sam znajdujący się pod presją polityczną i gospodarczą, stał się miejscem schronienia. To połączenie podatności na cierpienie i gościnności ukazuje silną i często pomijaną więź historyczną.
Co czujesz, gdy przechodzisz przez polski cmentarz w Teheranie?
Akbar: Dominującym odczuciem jest warstwowa cisza. Nie przypomina to starannie zaaranżowanego miejsca historycznego, lecz raczej niedokończoną rozmowę z przeszłością. Jest w tym poczucie zawieszonego czasu. Cmentarz przechowuje przerwane życia i zmienione drogi. Skłania do refleksji, a nie tylko do żałoby — przypomina, jak krucha i zależna od okoliczności jest pamięć.
Co naprawdę fotografujesz — nieobecność, połączenie, czy coś innego?
Akbar: Nie fotografuję wyłącznie nieobecności. Fotografuję trwanie obecności. Imiona, daty i symbole opierają się zniknięciu. Jest też połączenie — krótkie, lecz głębokie historyczne spotkanie kultur i losów. Te obrazy próbują ukazać napięcie między stratą a ciągłością.
Czy widzisz ślady cierpienia na nagrobkach?
Akbar: Tak, ale subtelnie. Cierpienie ujawnia się we wzorach — skupiskach dat, młodym wieku wielu zmarłych, krótkich życiach. Cmentarz staje się cichą mapą wyczerpania i choroby. A jednak każda inskrypcja potwierdza godność. Każde imię sprzeciwia się anonimowości.
Jak postrzegasz decyzję Iranu o przyjęciu polskich uchodźców w czasie takiej niestabilności?
Akbar: Ten epizod komplikuje uproszczone narracje. Iran znajdował się pod ogromną presją, a mimo to stał się miejscem schronienia. Z dzisiejszej perspektywy ukazuje wymiar historii Iranu zakorzeniony w gościnności mimo ograniczeń — akt ludzki w równym stopniu, co polityczny.

Jak tworzysz narrację z nieruchomych kamieni?
Akbar: Narracja nie wymaga fizycznego ruchu. Znaczenie wyłania się poprzez relacje — między imionami, datami, światłem i widzem. Bezruch staje się dynamiczny, gdy umysł zaczyna odtwarzać życia. Cmentarz jest pełen niewidzialnego ruchu.
Co to przecięcie historii oznacza dla Ciebie osobiście?
Akbar: Reprezentuje nieprzewidywalność historii. Życia przesiedlone przez siły geopolityczne zostały splecione z Iranem. Jako ktoś ukształtowany przez pytania o tożsamość i przynależność, odczuwam to bardzo osobiście. Tożsamość nigdy nie mieści się w pełni w granicach.
Czy ta historia jest powszechnie znana w Teheranie?
Akbar: Istnieje pewna świadomość, ale jest ograniczona. Wielu rozpoznaje cmentarz jako miejsce historyczne, lecz głębia tej historii nie jest szeroko rozumiana. Jest fizycznie obecna, ale narracyjnie odległa. Ta luka jest kluczowa dla mojego zainteresowania.
Czy ten projekt jest emocjonalnie inny niż Twoje wcześniejsze prace?
Akbar: Tak. Wiele moich prac dotyczy żywych realiów społecznych. Ten projekt wymaga cichszej uwagi. Jest mniej o byciu świadkiem wydarzeń, a bardziej o wsłuchiwaniu się w ślady i echa.

Jaki most budujesz?
Akbar: Most ludzki i percepcyjny. Fotografia może uczynić odległe historie emocjonalnie zrozumiałymi. To most rozpoznania — pozwalający pamięci przekraczać granice.
Co chciałbyś, aby poczuli polscy odbiorcy?
Akbar: Mam nadzieję na moment refleksji, a nie konkretnie narzuconą emocję. Jeśli widzowie poczują kruchość i trwałość pamięci, praca spełnia swoje zadanie.
Czy chodzi o stratę czy o odporność?
Obie są nierozłączne. Cmentarz mówi o przerwaniu, ale szersza historia mówi o przetrwaniu. Nawet zachowane imiona są aktami odporności.
Czy ta historia ma charakter filmowy?
Akbar: Niewątpliwie. Zawiera przesiedlenie, przetrwanie i spotkanie kultur. Ale wymaga powściągliwości i wrażliwości ze względu na swój emocjonalny ciężar.
Kto jest odpowiedzialny za ochronę tej pamięci?
Akbar: Wspólne historie wymagają wspólnej opieki — badaczy, artystów, instytucji i obywateli. Pamięć przetrwa dzięki ciągłemu zaangażowaniu.
Co powiedziałbyś bezpośrednio polskiej rodzinie, której przodkowie są pochowani w Teheranie?
Akbar: Powiedziałbym, że historia ma niezwykły sposób rozbrzmiewania przez pokolenia. Opowieść, która łączy Polskę i Iran, nie należy wyłącznie do przeszłości. Gdy rozpoczęła się wojna w Ukrainie, wielu irańskich studentów i cywilów zostało przesiedlonych i szukało bezpieczeństwa. W tym trudnym momencie Polska stała się miejscem schronienia dla licznych Irańczyków.
Dla wielu ludzi w Iranie ten gest miał głęboki symboliczny wydźwięk. Był często postrzegany jako cicha kontynuacja historycznej więzi — forma ludzkiej wzajemności przekraczającej czas i politykę. Takie momenty przypominają nam, że akty solidarności nigdy nie zostają całkowicie zapomniane; pozostają zapisane w pamięci zbiorowej.
Zobacz także
Polacy w Iranie 1942 – historia, której wielu nie zna, a która wciąż porusza


I strongly believe that this exhibition should take place both in Poland and in Tehran, bringing together people who value art within a shared space of memory. This site is not merely a historical cemetery; it is a collective memory of exile, solidarity, and human dignity. Art has the power to transcend national borders and transform pain and hope into a common language. Such an exhibition would not only commemorate the past, but also make the shared social memory between Poland and Iran visible again, building a meaningful cultural bridge between the two nations.
I strongly believe that this exhibition should take place both in Poland and in Tehran, bringing together people who value art within a shared space of memory. This site is not merely a historical cemetery; it is a collective memory of exile, solidarity, and human dignity. Art has the power to transcend national borders and transform pain and hope into a common language. Such an exhibition would not only commemorate the past, but also make the shared social memory between Poland and Iran visible again, building a meaningful cultural bridge between the two nations.