Czasem życie układa się w dwie równoległe ścieżki. Jedna jest racjonalna i przewidywalna. Druga czeka cierpliwie na swój moment. W historii, którą opowiada Monika te dwie drogi spotykają się po latach.
Warszawa była przestrzenią edukacji i zawodowych decyzji. Muzyka towarzyszyła jej od dziecka. Jednak dopiero teraz te światy zaczęły ze sobą współpracować. I właśnie w tym miejscu zaczyna się ta rozmowa.

Monika, jesteś Warszawianką od urodzenia. Co dała Ci Warszawa?
Monika: Warszawa to moje miasto od urodzenia. Tu się uczyłam i rozwijałam. Tu realizowałam pierwsze pasje i projekty. To przestrzeń, w której budowałam także swoją drogę zawodową. W pewnym sensie wszystko zaczęło się właśnie tutaj. Ważnym dla mnie miastem był i jest także Kraków, gdzie mieszkali moi dziadkowie. Obydwa te miasta mnie kształtowały, jednak to Warszawa jest miejscem mojego codziennego życia.
Od prawie dwudziestu lat pracujesz w HR. Jak zaczęła się ta droga?
Monika: Ukończyłam psychologię. Na początku myślałam o pracy terapeutycznej z młodzieżą. O pracy klinicznej, indywidualnej.
Pod koniec studiów odkryłam swoje predyspozycje do pracy rozwojowej z grupami. To było niespodziewane, ale bardzo wyraźne. Naturalnie skierowałam się do świata HR, zarządzania i szkoleń. Wspieranie ludzi w odkrywaniu ich potencjału zawsze było mi bliskie.
A gdzie w tym wszystkim była muzyka?
Monika: Muzyka była ze mną od dzieciństwa. Rodzice wspominają, że zanim zaczęłam mówić, już nuciłam. Śpiew towarzyszył mi w szkole i liceum, najintensywniej na studiach. Był też taniec i rysunek. Jednak śpiew zajmował w moim życiu szczególne miejsce.
W 2008 roku świadomie zatrzymałaś muzykę. Dlaczego?
Monika: Chciałam otworzyć się na budowanie rodziny. Wiedziałam, że muzyka wymaga czasu i zaangażowania. Chciałam być w pełni obecna w nowym etapie życia. Dlatego podjęłam tę decyzję świadomie. Śpiew powracał do mnie później przy różnych okazjach. Jednak, ze względu na inne priorytety, pozostawał w dalszym planie.
Co sprawiło, że wróciłaś do śpiewu na serio?
Monika: Zaczęłam od małych kroków – postanowiłam ponownie brać lekcje śpiewu i rozwijać umiejętności, świadomie otwierać się na muzykę.
Przełomem były warsztaty w czerwcu. Odbyły się po krótkich wakacjach z dziećmi. Pamiętam dzień na plaży. Z jednej strony słońce, z drugiej nadchodząca burza. Wciąż niepokojące wiadomości w telefonie docierające do mnie ze świata. Pomyślałam wtedy, jak bardzo chcę chronić moje dzieci. Chcę dać im bezpieczeństwo i pozwolić cieszyć się życiem.
To wtedy powstały pierwsze słowa „Przy sobie”?
Monika: Wtedy, myślę, poczułam pierwszą inspirację. Tydzień później wzięłam udział w warsztatach wokalnych, podczas których miałyśmy napisać własne słowa piosenek i melodię. Zapisałam zdanie:
„Przygotuję, uprasuję, Tobie wszystko przygotuję,
Ty się nie martw tym, co moje, chcę, by Twoje było Twoje.
A Ty się baw, słoneczko moje, chcę, by Twoje było Twoje”.
Bardzo się wzruszyłam. Nie do końca rozumiałam wtedy, dlaczego. Kiedy zaśpiewałam te słowa, inne kobiety spontanicznie do mnie dołączyły. To było piękne doświadczenie wspólnoty.

Jak z tych słów narodziła się piosenka?
Monika: Po powrocie do domu wiedziałam, że ta piosenka „chce” abym ją dokończyła. Napisałam kolejne zwrotki. Moje dzieci zaczęły ją śpiewać. Z czasem odkrywałam kolejne znaczenia jej słów.
Najpierw widziałam w niej opowieść o macierzyństwie. O miłości i pozwoleniu dziecku żyć własnym życiem. Później zobaczyłam w niej historię moich babć. Zrozumiałam, ile trudnych doświadczeń zatrzymały przy sobie z miłości do swoich dzieci i wnucząt. Te słowa stały się także opowieścią o odwadze życia w zgodzie ze sobą.
Premiera już za Tobą. Kiedy po raz pierwszy publicznie wybrzmiała „Przy sobie”?
Monika: Premiera odbyła się 8 stycznia. Od tego czasu widzę, jak piosenka porusza ludzi. Każdy odnajduje w niej własne znaczenie. To jest dla mnie bardzo poruszające.
Co dziś znaczy dla Ciebie „Przy sobie”?
Monika: Czuję, że ta piosenka przywróciła mi mój własny głos. W życiu zawodowym i osobistym najważniejsze jest dla mnie wspieranie ludzi. Wierzę, że każdy ma prawo żyć swoim życiem, zgodnym z wartościami, w pełni swojego potencjału. Dlatego „Przy sobie” jest dla mnie historią odwagi. To zaproszenie, aby popatrzeć na siebie z uwagą, miłością i pozwolić: „By Twoje było Twoje”.
Zobacz także
Joanna Grabowiecka-Świerszcz — o sztuce, Saharze i domu, który w końcu znalazła

