Sasza Sidorenko: „To nie zwycięstwa zatrzymały mnie w boksie. Zrobiła to jedna porażka”

Mistrzyni Europy w zawodowym boksie. Trenerka. Kobieta, która odczarowuje ring dla tysięcy Polek. Z Saszą Sidorenko rozmawiamy o dzieciństwie pełnym energii, porażce, która zmieniła wszystko, rodzicach, podróżach i o tym, dlaczego boks ma znacznie więcej wspólnego z życiem, niż wielu z nas przypuszcza.

Sasza Sidorenko. Zdjęcie: Studio Kreatywna Sesja (https://kreatywnasesja.pl/)
Sasza Sidorenko. Zdjęcie: Studio Kreatywna Sesja (https://kreatywnasesja.pl/)

Sasza, zacznijmy od początku. Skąd właściwie wzięło się Twoje imię?

Sasza: Sasza to skrót od Aleksandry. To imię jest mi bardzo bliskie, ciepłe i od zawsze kojarzy mi się po prostu ze mną. Mój tata bardzo marzył o synu. Wszyscy byli przekonani, że właśnie chłopak przyjdzie na świat. Kiedy jednak urodziła się dziewczynka, tata nie zmienił swojego pomysłu. W Ukrainie Sasza było wtedy przede wszystkim męskim imieniem, więc tak już zostało. I tak zostałam Saszą.

Energia rozpierała Cię od dziecka?

Sasza: Odkąd pamiętam, miałam w sobie mnóstwo energii. W przedszkolu wdawałam się w bójki z chłopakami. O zabawki, o sprawiedliwość.

Boks mnie uratował. Nauczył dyscypliny i pokazał, jak wykorzystać energię w dobry sposób. Jeśli chciałam coś komuś udowodnić, zapraszałam na salę. Zakładaliśmy rękawice, robiliśmy sparing i… bardzo często zostawaliśmy przyjaciółmi.

Mówi się, że sukces buduje mistrzów. Ty twierdzisz, że zrobiła to porażka.

To jedna z najbardziej zaskakujących części naszej rozmowy.

Sasza miała szesnaście lat. Była mistrzynią, zdobywczynią Pucharu Świata i wierzyła, że jest w stanie pokonać każdą rywalkę. Naprzeciw niej stanęła dużo bardziej doświadczona zawodniczka.

Sasza: Miała trzydzieści dwa lata, ja zaledwie szesnaście. Byłam przekonana, że wygram. Dopiero kiedy poczułam krew spływającą z nosa, zrozumiałam, że tym razem będzie inaczej. Walczyłam do końca, ale przegrałam.

Dzisiaj patrzy na tamten moment zupełnie inaczej.

Sasza: To była jedna z najważniejszych porażek w moim życiu. Paradoksalnie właśnie wtedy naprawdę zakochałam się w boksie. Zrozumiałam, ile jeszcze mogę się nauczyć. To nie zwycięstwa zatrzymały mnie w tym sporcie. Zrobiła to tamta przegrana.

Dlaczego boks tak często porównujesz do życia?

Sasza: Nawet jeśli jesteś pewny siebie, zawsze może pojawić się ktoś silniejszy. To uczy pokory. Z drugiej strony, jeśli jesteś słabszy i potrafisz podnosić się po porażkach, z każdą kolejną walką budujesz pewność siebie.

Boks uczy podejmowania decyzji pod presją, radzenia sobie z emocjami i wychodzenia z najtrudniejszych momentów z podniesioną głową. Dokładnie tak samo wygląda codzienność.

Sasza Sidorenko. Zdjęcie: Studio Kreatywna Sesja (https://kreatywnasesja.pl/)
Sasza Sidorenko. Zdjęcie: Studio Kreatywna Sesja (https://kreatywnasesja.pl/)

Wielokrotnie podkreślasz rolę rodziców. Jak bardzo wpłynęli na Twoją drogę?

O rodzicach mówi z ogromnym wzruszeniem. Jej tata był sportowcem i trenerem spadochroniarstwa. Pod jego okiem trenowała również mama.

Sasza: Sport miałam we krwi od urodzenia. Tata nie opuścił chyba żadnego mojego treningu. Zawsze był obok. Wierzył we mnie bardziej niż ja sama. To wsparcie okazało się bezcenne, szczególnie wtedy, gdy trafiłam do klubu bokserskiego.

Usłyszałam od trenera, że boks nie jest miejscem dla kobiet. Mogłam przychodzić na treningi, ale byłam zdana wyłącznie na siebie. Przez cztery lata praktycznie nie otrzymywałam od niego żadnych wskazówek.

Gdyby nie mój tata, być może nie przetrwałabym tego okresu.

Równie ważna była mama. Kiedy powiedziałam jej, że zapisałam się na karate, spodziewałam się sprzeciwu. Tymczasem dostałam pełne wsparcie. To był jeden z tych momentów, które dają skrzydła.

Sport otworzył Ci świat dosłownie i w przenośni.

Pierwsze mistrzostwo kraju było początkiem życia na walizkach. Chiny. Turcja. Indie. Kolejne zgrupowania i kolejne zawody. Najmocniej zapamiętała jednak Nowe Delhi.

Sasza: Pamiętam zapachy miasta, przyprawy, upał, uliczny gwar i ogromne kontrasty. To było doświadczenie, którego nie da się opisać samymi słowami.

Ludzie odwracali się za mną albo szli tylko po to, żeby mnie zobaczyć. Na początku było to dziwne, później zrozumiałam, że po prostu byłam dla nich kimś zupełnie innym.

Jednak najważniejsza okazała się nie geografia. To ludzie.

Sport nauczył mnie otwartości. Poznałam osoby z bardzo różnych środowisk. Zrozumiałam, że każdy niesie swój własny ciężar. Nigdy nie miało dla nas znaczenia, kto kogo kocha, jakie ma poglądy czy skąd pochodzi. Liczył się człowiek.

Dzisiaj jesteś mistrzynią Europy i trenerką. Co jest dla Ciebie najważniejsze?

Po zakończeniu kariery amatorskiej i rozpoczęciu zawodowej nie zamknęła się wyłącznie na własne sukcesy. Prowadzi dziś trzy kluby bokserskie – dwa w Łomiankach i jeden w Warszawie. Najbliższy sercu jest jednak autorski projekt Boxing Lady, skierowany do kobiet.

Sasza: Kiedy pierwszy raz weszłam do klubu bokserskiego, zobaczyłam świat pełen testosteronu. Pomyślałam wtedy, że właśnie taki obraz odstrasza wiele kobiet od jednej z najpiękniejszych dyscyplin sportu. Dlatego postanowiłam ten sport odczarować.

Przez lata dostawałam wiadomości od kobiet: „Sasza, boks nie jest dla mnie”, „Nie dam rady”, „Za bardzo się boję”. A dziś w naszych klubach bardzo często trenuje więcej kobiet niż mężczyzn.

Wiele osób uważa boks za sport agresywny.

Sasza: To największy mit. Boks niesamowicie oczyszcza głowę. Na treningu nie ma czasu na analizowanie problemów. Liczy się chwila, refleks i obecność.

Wychodzisz zmęczona, ale jednocześnie lekka. Czujesz, że żyjesz. Masz energię do działania i większą wiarę w siebie. Po ponad dwudziestu latach treningów nadal mam dokładnie takie samo uczucie.

Na pierwsze zajęcia wystarczą sportowe buty, wygodna koszulka i spodenki. Dopiero później warto kupić własne rękawice.

Jedną z Twoich podopiecznych była Martyna Wojciechowska.

To historia, którą opowiada z wyjątkową czułością.

Sasza: Martyna przyszła do mnie w trudnym momencie swojego życia. Zaczęłyśmy od podstaw. Powiedziałam jej, że najważniejsze jest mocno stanąć na nogach. Wtedy usłyszałam zdanie, które zapamiętałam do dziś.

Martyna powiedziała: „To jest dokładnie jak w życiu. Jeśli mocno stoisz na własnych nogach, jesteś w stanie poradzić sobie ze wszystkim”.

Trudno o lepsze podsumowanie filozofii boksu.

Sasza Sidorenko. Zdjęcie: Studio Kreatywna Sesja (https://kreatywnasesja.pl/)
Sasza Sidorenko. Zdjęcie: Studio Kreatywna Sesja (https://kreatywnasesja.pl/)

Dlaczego coraz więcej kobiet wybiera właśnie ring?

Na zajęcia Saszy przychodzą aktorki, przedsiębiorczynie, nauczycielki, księgowe, notariuszki i kobiety wykonujące dziesiątki innych zawodów. Wśród nich są między innymi Martyna Wojciechowska, Aleksandra Popławska i Maria Dębska. Każda ma inną historię. Jednak wiele z nich mówi później dokładnie to samo.

Boks pomaga nie tylko podczas treningu. Łatwiej stawiać granice, łatwiej powiedzieć „nie”, łatwiej zabrać głos i uwierzyć we własną siłę.

To właśnie dlatego Sasza uważa, że ring nie kończy się na linach.

Sasza: Boks uczy koncentracji na drugim człowieku. Obserwujesz emocje, ruchy i zamiary. Ta uważność zostaje z tobą także poza salą treningową.

Na treningach nie brakuje skakanek, drabinek koordynacyjnych, piłeczek tenisowych, hantli czy ćwiczeń na refleks. Wszystko po to, aby rozwijać ciało, ale także umysł.

A potem przychodzi moment założenia rękawic.

To nie jest satysfakcja z zadawania ciosów. To moment, w którym odkrywasz własną siłę.

Siła nie zawsze wygląda tak, jak ją sobie wyobrażamy

Rozmowa z Saszą Sidorenko bardzo szybko przestaje być wywiadem o sporcie. Staje się opowieścią o odwadze, konsekwencji i o ludziach, którzy potrafią zmienić nasze życie.

Jej historia pokazuje, że największe zwycięstwa często rodzą się z porażek. Że wsparcie rodziców może zbudować mistrzynię Europy. I że boks nie musi być symbolem agresji. Wręcz przeciwnie – może stać się drogą do spokoju, pewności siebie i większej uważności na innych.

Na koniec Sasza zostawia czytelnikom jedno zdanie, które brzmi jak zaproszenie nie tylko na salę treningową, ale także do odważniejszego życia.

Sasza: Nie bójcie się przekraczać swoich granic. Najtrudniej jest przyjść pierwszy raz. Czasem wystarczy jeden trening, żeby przekonać się, że jesteście znacznie silniejsi, niż kiedykolwiek myśleliście.

Sasza Sidorenko. Zdjęcie: Studio Kreatywna Sesja (https://kreatywnasesja.pl/)

Współpraca

Młoda para na miejskim Skwerze w Warszawie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *